Setsubun, Uji i gashapony

KONIEC SESJI!!!!!! Czyli jednego z dwóch głównych powodów, dla którego nie pojawiłam się na blogu przez ostatni miesiąc. Kompletnie nie mam pojęcia, od czego zacząć, więc zacznę od końca. Trzeciego lutego Japończycy obchodzą święto Setsubun. Dzień ten jest uznawany za wigilię nadejścia wiosny. Mieszkańcy archipelagu praktykują zwyczaj zwany mamemaki, który polega na rozrzucaniu fasoli sojowej (mame), która ma za zadanie…

Jedzenie, jedzenie i jeszcze raz Myomanji (znowu)

Na początku chciałabym powiedzieć, że szczerze nienawidzę samochodów, które jeżdżą po całym mieście i puszczają przez głośniki czy inny megafon program wyborczy japońskich partii politycznych. Najpóźniej o 8:30 każdego dnia przejeżdża mi taki od oknem albo mija mnie w drodze na uczelni i sprawia, że zaczynam się poważnie zastanawiać nad zbieraniem na aparat słuchowy na przyszłość. Nie mówiąc już o…

Ta winda nie powstrzymuje tego piętra

27 listopada był bardzo leniwy. Delikatnie mówiąc, byłyśmy bardzo zmęczone po wycieczce do Himeji i postanowiłyśmy spędzić czas na spacerach. Totalnie, totalnie nic nam się nie chciało. Pojechałyśmy najpierw do zamku, który – jak zresztą wspomniałam w poprzedniej notce – jest jednym z najsłynniejszych zamków w całej Japonii. Wszystko fajnie, tylko że warownia w Osace została srogo zniszczona i spalona,…

Zamek Himeji

Najbardziej kochanymi przez Japończyków momentami w roku są dni, w których coś przemija. Najpiękniejszy widok to czerwone i złote liście klonów (momiji – takie z malusieńkimi listkami) na jesieni oraz różowe płatki wiśni na wiosnę. Sezon oglądania zmieniającego się krajobrazu to także sezon nocnych wizyt w świątyniach (bo liście) oraz nocnych iluminacji drzew od spodu (żeby liście były ładniejsze). Powiem…

Notka listopadowa

Dzisiaj chciałabym podsumować cały listopad, więc będzie niewiele treści i bardzo dużo zdjęć. Zdjęć też nie wstawię tyle, ile bym chciała, bo to za dużo by było Listopad mija mi pod hasłem masowych wycieczek (prywatnych i tych obowiązkowych z uczelni) oraz całej masy nauki. Dawno nie miałam tyle nauki. Nie jestem pewna, jak mam się z tym czuć, haha Okej.…

Kodaiji, jesień i niespodziewajka

Poprzednią notkę pisałam myśląc, że dzisiejsza będzie zawierała po prostu resztkę zdjęć i treści z poprzedniej. Nie mogłam się bardziej pomylić. W czwartek po zajęciach wybrałam się na spontaniczną wycieczkę rowerową i odkryłam jedną ze wspanialszych (choć nie największych) świątyń, jakie w życiu widziałam. Opowiem o niej na samym końcu, żeby nie zaburzać chronologii ;p W środę pojechałam z koleżanką…

Jidai Matsuri – Festiwal Epok

22 października każdego roku mieszkańcy Kioto obchodzą Jidai Matsuri, czyli Festiwal Epok. Nie jest to jakieś super stare święto o tradycji sięgającej epoki dinozaurów – pierwsze Jidai Matsuri zorganizowano w 1895 roku. Przyczyna też nie była zbyt romantyczna. W 1868 roku stolica Japonii została przeniesiona do Edo, które z tej okazji zmieniło nazwę na Tokio. Z Kioto wyjechały – poza…

:)

Przez cały tydzień nie zrobiłam niczego specjalnego. Dosłownie. Caaaały weekend zakuwałam do testów. Dlatego też mam naprawdę niewiele ciekawych rzeczy do powiedzenia w tym tygodniu ;< Z braku ciekawostek turystycznych, dzisiejszą notkę będzie można podzielić na kilka różnych części, między innymi kosmetyczną i spożywczą. Ale najpierw zabiorę Was na wycieczkę po moim sąsiedztwie – nic ciekawego, same domki jednorodzinne. Mimo wszystko…

1419 Vongfong i zamek shouguna

Ogłoszenia parafialne. Od teraz będę pisała raczej raz w tygodniu, w sobotę lub w niedzielę. W inne dni po prostu fizycznie nie dam rady. Inna sprawa, że nie bardzo miałabym o czym pisać, a notki wyglądałyby tak: „wstałam rano, miałam zajęcia, na obiad zjadłam XYZ, zrobiłam zakupy, odrabiałam lekcje”. Niestety raczej nie da się częściej. Przepraszam :< Na początek chciałabym…

Tajfun, teatr i karaluchy

Cosik długo mnie nie było… Przez cały tydzień było sporo roboty, a jak nie było roboty, to nie byłam w stanie skupić się na tyle, żeby cokolwiek napisać. Dużo się działo – pierwsze zajęcia, natłok pracy domowej, pierwsza wizyta w teatrze, pierwszy tajfun, pierwsze odwołane zajęcia… I – co gorsza – pierwszy karaluch w akademiku. Karaluch wielkości mojego kciuka. Ale…